Jestem wiedźmą. Logicznym i naturalnym wydaje się tedy, że jestem zła do szpiku kości i jedynym moim celem w życiu jest rytualne poświęcenie cię szatanowi, podpalenie twojego domu, zjedzenie twoich dzieci na kolację, a psa na deser. No, cóż. NIE POCHLEBIAJ SOBIE.
czwartek, 08 września 2016

Wczoraj byłam na pogrzebie bratowej mojej matki. Brat zmarł już dawno temu, a ciotka po jego śmierci była - hm... Skutek jest taki, że ciężko było zebrać rodzinę razem na stypie. Dopiero wczoraj po wielu latach zobaczyłam swoich kuzynów, poznałam ich żony i dzieci. A to przecież najbliżsi krewni, bo w linii prostej, bliżej są tylko rodzice i rodzeństwo.
I nagle okazało się, że ten brak kontaktu doskwierał nie tylko mnie i mojej siostrze, ale i naszym kuzynom. Wszyscy mieliśmy dość klimatu wytworzonego - jakby nie było - przez nasze matki i ich konflikty, które nam są zupełnie nieznane, bo wszystko opierało się na uzasadnieniu "mówi się, że". Kto mówi i skąd ma takie wiadomości - tego akurat się nie mówiło. A my najpierw byliśmy gówniarzami i słuchaliśmy rodziców, jak przysłowiowa świnia grzmotu, a potem nasze własne drogi życiowe zaabsorbowały nas na długie lata. Pogrzeb ciotki, mimo, iż okoliczność dość niefortunna, stał się dla nas - dorosłych dzieci - okazją do przerwania tej "mowy nienawiści". Czy nam się to uda? Nie wiem. Ale jeśli nie spróbujemy, nie uda się na pewno. Pierwsze kroki już zostały poczynione.

I taka moja, mała, osobista refleksja.
Rodzinę zwykle się toleruje. Bywa męcząca, upierdliwa, kompromitująca, jątrząca. Wszyscy lubią i chętnie stosują utarte już powiedzenie, że "z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu". I to też prawda. Ale często nie szanuje się rodziny, bo ona jest, niezmiennie, jak stały element krajobrazu. Nie musimy o nią dbać ani zabiegać, mamy ją na forever. Tylko, że...rodzina to nie jakaś tam wirtualna abstrakcja, to nie adresy mailowe, znajomi na fejsie, ani zdjęcia w albumie. To też żywi ludzie, którzy bardzo często myślą o nas równie lekceważąco, jak my o nich. Lata mijają. Spotykamy się najczęściej na pogrzebach, rzadziej na weselach i komuniach, sporadycznie na imieninach czy urodzinach. I zdecydowanie za rzadko - bez okazji, z czystej sympatii. I nagle znów ktoś odchodzi, a my uświadamiamy sobie nagle, jak niewielu nas, pamiętających tych, co odeszli wcześniej i tych, co nadal żyją, zostało. Że nasze dzieci, tak naprawdę, nie wiedzą ani kim są one same, ani kim są/byli Ci, o których czasem coś się wspomni przy tej czy innej okazji. To nie fair. Wobec jednych i drugich.
Przemek, Romka, Maciej, Karolina, Janusz, Monika, Ewa - i wszyscy, których nie zdołam wymienić - cieszę się, że mogłam Was spotkać/zobaczyć/poznać.
Dziękuję.


11:27, viridianathewitch
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 112
O autorze

Napisz do mnie